Miłość od pierwszego wejrzenia!

Zakochałam się. Naprawdę. I to od pierwszego wejrzenia! Nawet dość wysoka cena, którą musiałam zapłacić za tę przyjaźń mnie nie odstraszyła – choć mogła! I ta jego niedostępność. Nie oszukujmy się – my dziewczyny lubimy takich! A on właśnie spełniał wszystkie kryteria! Dobrze wyglądał, był trudno dostępny i z klasą. No po prostu ideał!

Poznaliśmy się w Internecie, bo to w końcu teraz takie modne. Radki on-line i ja – kto by pomyślał! Urzekł mnie od razu. Cały ubrany w czerń z vintage’owo – oldschoolowym lookiem. Taki trochę model z wybiegu był z niego. Smukła sylwetka, nie za duży i nie za mały, a do tego nie wstyd z nim pójść na miasto. Powtórzę po raz kolejny: ideał!

Ale początki tej znajomości nie były łatwe. Ciągła niepewność czy to ten, bo jak śpiewała Kasia Klich może powinnam zamienić go na „lepszy model”? Jednak się zawzięłam i stwierdziłam jak połowa z nas po pierwszej randce z nowym facetem – z tym to na pewno do grobowej deski!

Po pierwszym spotkaniu przyszło czas na kolejne. Jednak i tu nie było jak z płatka. On w końcu światowy chłopak i z Holandii, a ja… to ja, Magda z Polski. Z pomocą przyszli znajomi bliżsi i dalsi.



Wymieniliśmy się numerami tzn. on dał mi swój, bo ja się trochę bałam dać mu mój. W moim imieniu dzwonili znajomi, bo wiecie lub nie wiecie ja nie bardzo po angielsku. I pewnego dnia powiedzieli: ON przyjeżdża do Polski. Do CIEBIE. Nie było szczęśliwszego dnia! Cały tydzień chodziłam jak nakręcona. Po kilku dniach dostałam cynk od znajomego, że już jest w Warszawie i że przenocuje go dla mnie.

Tamtego wieczoru z wypiekami na twarzy poszłam spać.

Następnego dnia ruszyłam do Warszawy. Im bliżej byłam tym bardziej czułam motylki w brzuchu. On tu jest. Niewiarygodne. Podjechałam pod dom znajomego. Nieśmiało i z lekką rezerwą doszło do naszego pierwszego spotkania w realu. Był dokładnie taki jak na swoim profilowym.  To był w 100% on ze zdjęcia. Ta czerń i klasa nie bez powodu zakręciły mi w głowie.

Już tydzień jest u mnie i zapowiada się, że zostanie na dłużej. Ja to mam czasem szczęście!

OTO ON:

Michał Liszcz
Uwielbiam czarną kawę i minimalizm. Design Dieter'a Rams'a i seriale Netflixa. Moją pasją i sposobem na życie jest tworzenie filmów reklamowych i teledysków. Z chęcią opowiem tu o wszystkim po trochu.