Produkcja teledysku do utworu „No Mercy” Deer Scarlet

Produkcja teledysku do utworu „No Mercy” Deer Scarlet

Przemek i Krystian kolejny raz stanęli przed obiektywem naszej kamery (już 3 raz, dzięki!). Co to znaczy dla nas? Że zespół Deer Scarlet darzy nas zaufaniem i możemy śmiało grać w otwarte karty.

I tak właśnie rozpoczęła się rozmowa o nowym teledysku „No Mercy”. Otwarte karty? Znamy się już kilka lat, za nami dwa zrealizowane projekty, dzięki czemu pewne rzeczy możemy powiedzieć otwarcie. Nie ukrywam, że mocno postawiłem się Przemkowi, bo zespół miał odmienną od nas wizję promowania klipu. Chodziło o temat depresji poruszonej w teledysku. Nie mogliśmy dogadać się w najważniejszej sprawie – jak pokazać ten temat, następnie jak wypromować klip.

Być może wiele wspaniałych szans zmarnowaliśmy, ale nigdy nie angażujemy się w tematy problemów społecznych. Dlaczego? Bo bardzo dbamy o nasz „work life balance”. Praca nad kreatywną materią to naprawdę temat zajmujący głowę. Nie da się wyjść z biura, montażowni czy planu zdjęciowego i przestawić się z trybu „praca” na „dom”. Wchodząc w projekty – tak jak my – całym sercem, często jesteśmy dosłownie zanurzeni w innej przestrzeni, czasie i świecie. Pilnujemy, aby powroty do codzienności zawsze były miękkim lądowaniem. A wiadomo – angażując się w projekty, które mierzą się z problemami społecznymi, takimi jak depresja, nie sposób nie reagować zbyt emocjonalnie.

 



 

W końcu po burzliwej rozmowie i kilku kolejnych mailach – mieliśmy konkret. Przeanalizowaliśmy dokładnie utwór i zaproponowaliśmy wizualne rozwiązania. Przemek to postać, która przeżywa rozterki wewnętrze, których uosobieniem jest Krystian. Zmiany w nastroju Przemka zaakcentowaliśmy charakteryzacją twarzy Krystiana. Dyskusja dwóch braci, jest tak naprawdę szczerą rozmową z samym sobą.

Zdecydowaliśmy się nagrać cały materiał, używając wyłącznie Steadicamu. Ideą montażową przed rozpoczęciem zdjęć były cięcia w miejscu mijania elementów scenografii. Za znalezienie lokacji zadbała nasza niezastąpiona Natalia. Uruchomiła znajomości i udało się znaleźć miejsce w którym możemy swobodnie „kręcić się” z kamerą i nie widzieć podwieszonego oświetlenia. Ten teledysk to przykład bardzo szczegółowo przygotowanego harmonogramu i budżetu.

W kwestii wizualnej postawiliśmy na surowość. Nieco chropowaty, organiczny charakter. Wysycenie kolorów ustaliśmy na planie zdjęciowym. Chcieliśmy, żeby pierwsze skrzypce grały emocje chłopaków.

Mamy wielką nadzieję, że to nie koniec współpracy z tym utalentowanym zespołem.

Michał Liszcz
Uwielbiam czarną kawę i minimalizm. Design Dieter'a Rams'a i seriale Netflixa. Moją pasją i sposobem na życie jest tworzenie filmów reklamowych i teledysków. Z chęcią opowiem tu o wszystkim po trochu.