B-roll się kończy

Film z wizyty gości, który montowaliśmy w tym miesiącu dla działu komunikacji firmy farmaceutycznej, miał nowe wypowiedzi i stare przebitki. Przebitki, czyli krótkie ujęcia życia biura wklejane między wypowiedziami, pochodziły z kilku wcześniejszych nagrań u tego klienta i część z nich grała już w poprzednich filmach. Napisaliśmy to przed odbiorem, razem z linkiem do materiału: świeżość tych ujęć jest ograniczona, a nowych, nieużywanych nie mamy.
Nikt tu nie popełnił błędu. Tak kończy się każdy cykl filmów dla jednej firmy, jeśli b-roll nie jest planowany osobno.
Wypowiedzi są nowe, tło się powtarza
Film z wydarzenia składa się z dwóch warstw. Wypowiedzi nagrywa się na miejscu i za każdym razem są inne, bo inni ludzie mówią o innym spotkaniu. Przebitki powstają obok: ktoś nalewa kawę, dwie osoby rozmawiają przy stole, ktoś gra w piłkarzyki, ktoś składa origami na integracji. Z jednego dnia zostaje ich niewiele, bo dzień jest zajęty wydarzeniem, i przez pierwszy film wystarczają.
Problem zaczyna się przy trzecim. Widownia jest ta sama: firma pokazuje te filmy gościom przy kolejnych wizytach, pracownicy widzieli wszystkie, obserwujący firmę na LinkedIn dostają je po kolei. Widz nie oddziela wypowiedzi od tła. Widzi te same babeczki i ten sam stół i mówi: ten film już był.
Klient też to widzi, tylko ma inny kalendarz
Odpowiedź klienta była uczciwa: wie, że materiał się powtarza, ale ten film pójdzie też na LinkedIn, gdzie tych ujęć jeszcze nie było, a przy najbliższym większym wydarzeniu w biurze spróbujemy dograć więcej. Dwa tygodnie później przyszła prośba o wycięcie z filmu trzech konkretnych przebitek i podmianę na coś innego. Na coś innego z banku. Bank był pusty.
To jest moment, w którym b-roll kończy się naprawdę. Nie na osi czasu w montażowni, tylko w mailu od klienta, który musi wybierać między powtórką a dziurą.
Świeży b-roll planuje się przy pierwszym filmie
Rozwiązanie jest tańsze niż osobny dzień zdjęciowy. Przy pierwszym projekcie w cyklu w harmonogramie dnia zostaje blok na ujęcia życia firmy bez wydarzenia: spotkania, korytarz, kuchnia, nowe osoby w zespole, kilka lekko wyreżyserowanych scen. Ekipa i tak jest na miejscu. Do tego lista: które ujęcie poszło do którego filmu. Przy kolejnym montażu wiadomo, co widownia już widziała.
Tak zaproponowaliśmy to klientowi: przy najbliższym wydarzeniu w biurze dogrywamy ujęcia z nowymi osobami w zespole, naturalne i lekko wyreżyserowane, i od tego momentu każdy kolejny montaż ma z czego wybierać. Jeśli zamawiasz wideo z eventu firmowego i wiesz, że za pół roku będzie następne, wpisz ten blok do pierwszego briefu. Przebitki to jedyna część filmu, która się zużywa.