B-roll się kończy
B-roll się kończy
B-roll się kończy

B-roll się kończy

Michał Liszcz z kamerą w wysokiej trawie: przebitki kręci się obok wydarzenia, na planie w plenerze

Film z wizyty gości, który montowaliśmy w tym miesiącu dla działu komunikacji firmy farmaceutycznej, miał nowe wypowiedzi i stare przebitki. Przebitki, czyli krótkie ujęcia życia biura wklejane między wypowiedziami, pochodziły z kilku wcześniejszych nagrań u tego klienta i część z nich grała już w poprzednich filmach. Napisaliśmy to przed odbiorem, razem z linkiem do materiału: świeżość tych ujęć jest ograniczona, a nowych, nieużywanych nie mamy.

Nikt tu nie popełnił błędu. Tak kończy się każdy cykl filmów dla jednej firmy, jeśli b-roll nie jest planowany osobno.

Wypowiedzi są nowe, tło się powtarza

Film z wydarzenia składa się z dwóch warstw. Wypowiedzi nagrywa się na miejscu i za każdym razem są inne, bo inni ludzie mówią o innym spotkaniu. Przebitki powstają obok: ktoś nalewa kawę, dwie osoby rozmawiają przy stole, ktoś gra w piłkarzyki, ktoś składa origami na integracji. Z jednego dnia zostaje ich niewiele, bo dzień jest zajęty wydarzeniem, i przez pierwszy film wystarczają.

Problem zaczyna się przy trzecim. Widownia jest ta sama: firma pokazuje te filmy gościom przy kolejnych wizytach, pracownicy widzieli wszystkie, obserwujący firmę na LinkedIn dostają je po kolei. Widz nie oddziela wypowiedzi od tła. Widzi te same babeczki i ten sam stół i mówi: ten film już był.

Klient też to widzi, tylko ma inny kalendarz

Odpowiedź klienta była uczciwa: wie, że materiał się powtarza, ale ten film pójdzie też na LinkedIn, gdzie tych ujęć jeszcze nie było, a przy najbliższym większym wydarzeniu w biurze spróbujemy dograć więcej. Dwa tygodnie później przyszła prośba o wycięcie z filmu trzech konkretnych przebitek i podmianę na coś innego. Na coś innego z banku. Bank był pusty.

To jest moment, w którym b-roll kończy się naprawdę. Nie na osi czasu w montażowni, tylko w mailu od klienta, który musi wybierać między powtórką a dziurą.

Świeży b-roll planuje się przy pierwszym filmie

Rozwiązanie jest tańsze niż osobny dzień zdjęciowy. Przy pierwszym projekcie w cyklu w harmonogramie dnia zostaje blok na ujęcia życia firmy bez wydarzenia: spotkania, korytarz, kuchnia, nowe osoby w zespole, kilka lekko wyreżyserowanych scen. Ekipa i tak jest na miejscu. Do tego lista: które ujęcie poszło do którego filmu. Przy kolejnym montażu wiadomo, co widownia już widziała.

Tak zaproponowaliśmy to klientowi: przy najbliższym wydarzeniu w biurze dogrywamy ujęcia z nowymi osobami w zespole, naturalne i lekko wyreżyserowane, i od tego momentu każdy kolejny montaż ma z czego wybierać. Jeśli zamawiasz wideo z eventu firmowego i wiesz, że za pół roku będzie następne, wpisz ten blok do pierwszego briefu. Przebitki to jedyna część filmu, która się zużywa.

Tekst: Michał Liszcz, założyciel Motion Pikczer. Realizacje od 2011, ponad 640 projektów.

Michał Liszcz
Reżyser, operator i kolorysta, założyciel Motion Pikczer. Od 2011 roku osobiście prowadzi produkcje reklamowe, korporacyjne i wizerunkowe, od briefu po finalny kolor. Ponad 640 zrealizowanych projektów dla marek i instytucji.
Pytania
Oferta
Film, który zamienia uwagę w decyzję zakupową.
Od spotu performance po kampanię e-commerce.
Krótszy cykl sprzedaży B2B27%
Wyższa konwersja landingu+86%
Przekonani filmem do zakupu84%
Zobacz realizacje (13)
Film wizerunkowy, który buduje obecność.
Pokazuje, kim naprawdę jest Twoja firma.
Wpływ wideo na zaufanie do marki89%
Zapamiętany przekaz z wideo95%
Ufa autentycznie obecnemu liderowi79%
Zobacz realizacje (13)
Narracja, która naprawdę porusza.
Dla marek, instytucji oraz kampanii społecznych i fundraisingowych.
Lepiej zapamiętane niż suche dane22×
Z wideo zostaje w pamięci widza95%
Cenniejszy klient zaangażowany emocjonalnie+52%
Zobacz realizacje (7)
Jak pracujemy Blog
Bezpłatna wycena +48 533 438 894
Oferta
01 Zwiększamy sprzedaż 13
02 Pokazujemy firmę 13
03 Opowiadamy historię 7
04 Tworzymy content 6
Więcej
Pytania Jak pracujemy Blog Bezpłatna wycena