Reels i Shorts to nie jest ten sam plik

„Poproszę wersję pionową” brzmi jak jedno zamówienie, a jest trzema. Materiał 9:16 wrzucony na Instagram i na YouTube trafia do dwóch systemów, które robią z nim coś dokładnie przeciwnego. Jeden plik może wygrać u jednego z nich. U obu naraz nie.
Kolejność jest zwykle taka: film jest zaakceptowany, ktoś wysyła jeden plik pionowy do osoby prowadzącej social media, ta wrzuca go wszędzie i po dwóch dniach pisze, że na Instagramie wygląda dobrze, a na YouTube jakoś miękko. Albo odwrotnie. Nikt nie zrobił błędu. Plik był jeden, a kanały dwa.
YouTube nagradza wyższą rozdzielczość, Instagram jej nie przyjmuje
YouTube przekodowuje każdy wysłany materiał i sam podaje, ile mu na to przeznaczy: 1080p dostaje 8 Mb/s, 1440p 16 Mb/s, a 4K od 35 do 45. To nie jest limit tego, co wolno wysłać – to zapowiedź, w którym koszyku kompresji film wyląduje i zostanie. Materiał oddany w 1080p ląduje w najniższym, nawet jeśli widz i tak ogląda go na telefonie.
Instagram idzie w drugą stronę i mówi to wprost w specyfikacji Reels: maksymalna szerokość obrazu to 1920 pikseli, bitrate do 25 Mb/s, plik do 300 MB. Materiał w 4K przekracza pierwszy z tych limitów, więc wysłanie go tam nie jest wyborem między lepszym a gorszym. Jest wyjściem poza to, co platforma obiecuje obsłużyć.
Wniosek jest niewygodny i prosty: ten sam montaż trzeba oddać dwa razy, w dwóch różnych rozdzielczościach. Nie dlatego, że ktoś lubi mnożyć pliki, tylko dlatego, że platformy się między sobą nie umówiły.
Klatkaż to decyzja z planu, nie z montażowni
Druga rzecz jest ustalana wcześniej, niż większość osób sądzi. W Polsce kamery pracują domyślnie w 25 klatkach na sekundę, a montażownie bywają ustawione na 24 – bo tak wygląda kino. Materiał z 25 wrzucony na taką oś traci co dwudziestą piątą klatkę. Przy siedemdziesięciu sekundach to siedemdziesiąt dwie klatki, których nikt nie zamawiał.
Instagram i YouTube przyjmują 25 bez mrugnięcia. Ubytek powstaje wcześniej, na montażowni, i po fakcie nie da się go cofnąć bez ponownego montażu. Dlatego klatkaż ustala się przed pierwszym dniem zdjęciowym, razem z formatem, a nie przy eksporcie.
Co z tego wynika przy zamawianiu
Przy zamówieniu warto podać nie „wersję pionową”, tylko listę kanałów, na których film ma żyć. Od niej zależy liczba plików w dostawie, a czasem też kadrowanie: interfejs Instagrama i YouTube zasłania inne fragmenty obrazu, więc napis bezpieczny w jednym miejscu potrafi zniknąć w drugim.
U nas ta lista jest częścią ustaleń, nie dopowiedzeniem po odbiorze. W Lekko dostawa to z założenia jeden film poziomy i trzy pionowe – bo trzy kanały to trzy różne miejsca emisji, tak samo jak ekran targowy ma własną specyfikację, której nie da się odgadnąć z nazwy „MP4″.