Co powinna zawierać oferta na film promocyjny firmy

Dwa tygodnie pytań o zespół i scenariusze, potem inny wykonawca. Co producent powinien wysłać w pierwszym mailu
Pierwszą odpowiedź na zapytanie o film promocyjny firmy piszę dla osoby, która zaniesie ją piętro wyżej, nie dla tej, która ją czyta. W środku jest pięć rzeczy: wycena z zakresem i harmonogramem, propozycja pierwszej sceny w trzech zdaniach, kadry w stylu filmu do wklejenia w prezentację, jedna podobna realizacja z linkiem i odpowiedzi na pytania, które i tak padną u szefa: kto pisze scenariusz, ile osób jest na planie, co jest w cenie. Cennik i link do portfolio nie odpowiadają na pytanie "czemu akurat ci".
Na skróty
Pierwsza oferta na film promocyjny firmy powinna zawierać wycenę z harmonogramem tego samego dnia, propozycję pierwszej sceny w trzech zdaniach, kadry w stylu filmu, jedną podobną realizację z linkiem i gotowe odpowiedzi na pytania o zespół i zakres. Motion Pikczer buduje pierwszy mail tak, żeby osoba, która go dostała, mogła go bez zmian przesłać dalej do szefa.
- Wycena z zakresem i harmonogramem trafia do klienta tego samego dnia
- Propozycja pierwszej sceny w trzech zdaniach zastępuje długi opis wizji
- Jedna podobna realizacja z linkiem działa lepiej niż całe portfolio
- Scenariusz, storyboard i rekonesans zaczynają się dopiero po akceptacji oferty
Zapytanie, które mam teraz w skrzynce, pisze młodszy specjalista z działu rozwoju pracowników. Film o wewnętrznym programie liderskim, do użytku w firmie i na prezentacje dla zagranicznych partnerów, prośba o wstępną ofertę z orientacyjną wyceną. Budżetu nie zna. Terminu nie zna. Wie za to jedno: moją odpowiedź zaniesie komuś, kto zdecyduje, i będzie musiał ją obronić.
Kto dziś pisze zapytania o film promocyjny firmy
Od wiosny zapytania w skrzynce Motion Pikczer podpisują marketing specialist, koordynatorka projektu i dziekanat. Rzadko zarząd. Osoba, która pisze, dostała zadanie "znajdź kogoś do filmu" i wie, że wybór będzie musiała wytłumaczyć. Stąd pytania, które wracają w każdym mailu: kto pisał scenariusze do filmów z Państwa strony, ile osób jest w zespole, co jest w cenie, ile dni zdjęciowych, ile rund poprawek, prośba o przykłady podobnych filmów reklamowych zamiast całego portfolio.
W opiniach Google o producentach wideo brzmi to dosłownie. Pracowniczka pisze: "Pracuję dla firmy, która zleciła mi poszukanie kogoś kto kreatywnie nagra filmik reklamowy", a opinię kończy zdaniem o zadowolonej szefowej. Nie o filmie. O szefowej. Klientka innego studia ocenia etap zapytania jednym zdaniem: "Szybko dostałam wycenę i propozycję scenariusza reklamy". Tempo i scenariusz, zanim ktokolwiek cokolwiek podpisał.
Google pokazuje to po cenie kliknięcia. "Produkcja filmów reklamowych" ma w danych Google Ads z DataForSEO z września 2026 około 170 wyszukiwań miesięcznie i od tej frazy zaczyna osoba szukająca wykonawcy dla szefa. Za kliknięcie w "film promocyjny firmy" reklamodawcy płacą ponad 9 zł, najwięcej w klastrze fraz bez słowa "cena": mało kto tak szuka, ale kto szuka, ma zlecenie w ręku. Reszta tematu żyje w mailach, nie w wyszukiwarce.
Co dostaniesz w pierwszej odpowiedzi od Motion Pikczer
Pierwsza odpowiedź to jeden link, który dział może przesłać dalej do osoby decyzyjnej. Nie mam wpływu na to, co z niego trafi wyżej. Mam wpływ na to, czy po przeczytaniu ktoś wie, co dostanie i za ile. W kolejności:
- Wycena tego samego dnia, z zakresem i harmonogramem. Bez niej nic dalej nie pójdzie, bo szef najpierw pyta "ile", a dopiero potem "czemu ci". Przy spocie TV dla Bati Care oferta wyszła przed obiadem. Widełki i to, z czego składa się cena dnia zdjęciowego, są w cenniku produkcji filmowej.
- Propozycja pierwszej sceny w trzech zdaniach: co widać, kto mówi, gdzie to się dzieje. Dla filmu o programie liderskim może to być: sala szkoleniowa o ósmej rano, uczestniczka programu mówi do kamery, dlaczego się zgłosiła, w tle grupa ustawia stoły do warsztatu. Szef widzi film, nie pozycję z kosztorysu. To propozycja do reakcji, nie wizja do przyjęcia. Klientka, która w opinii o innym studiu chwali, że "nie narzucają swoich wizji, natomiast potrafią nakierować na rzeczy istotne", mówi o tym samym.
- Kadry w stylu filmu, od dwóch do czterech, w estetyce, którą rozumiemy z briefu, bez naszego logo. W jednym z trwających wątków, z instytucją edukacyjną, kadry nie spodobały się estetycznie. Spotkanie i tak się odbyło. Kadr, który się nie podoba, robi swoją robotę: osoba po drugiej stronie ma co pokazać wyżej i słyszy "nie tak", zamiast "nie wiem".
- Jedna podobna realizacja z linkiem, nie całe portfolio, z jednym zdaniem, czemu ta. Dla Uniwersytetu Medycznego w Łodzi zrobiliśmy 48 filmów. Do zapytania z uczelni idzie jeden, najbliższy briefowi. I nie chodzi o to, że to robota dla uczelni: to samo robimy przy zapytaniu z firmy produkcyjnej albo kancelarii. Całe portfolio to zadanie domowe. Jedna realizacja to argument.
- Odpowiedzi na pytania, które padną piętro wyżej, zanim ktoś je zada. Scenariusz pisze Natalia Wesołowska, producentka i scenarzystka. Core team to dwie osoby, na planie od dwóch do trzydziestu, i w ofercie stoi to liczbą, tak samo jak dni zdjęciowe i rundy poprawek. Make-up, lektor i dron są osobnymi pozycjami, widocznymi w wycenie od razu, nie na fakturze. CEO firmy IT, który organizuje konferencję, uzasadnił wybór ekipy publicznie na LinkedIn jednym zdaniem: filmuje ją zespół, który robi to zawodowo od lat. Taki argument da się powtórzyć u szefa.
Oferta jest czytana dokładnie. Nie skanowana. Klienci cytują na spotkaniu konkretne słowa z opisu. Każde zdanie w pierwszej odpowiedzi jest zdaniem, które ktoś przeczyta na głos komuś wyżej.
Tego samego dnia
Zakres i harmonogram, zanim padnie pytanie o cenę.
Trzy zdania
Co widać, kto mówi, gdzie to się dzieje.
Styl filmu
Do wklejenia w prezentację, bez naszego logo.
Jedna realizacja
Link i jedno zdanie, czemu ta, nie całe portfolio.
Odpowiedzi z góry
Zespół, dni zdjęciowe, co jest w cenie, od razu w ofercie.
Gdzie kończy się praca przed umową
Miałem tu napisać zdanie, które producenci lubią: scenariusz, storyboard i rekonesans zaczynają się po podpisaniu. Nie napiszę go, bo nigdy nie musiałem go wysłać. Jeśli druga strona czuje, że ta współpraca nie ma przyszłości, czuję to samo i do pytania o granicę nie dochodzi.
Granica jest gdzie indziej. To, co wysyłamy, jest początkiem rozmowy: naszym wyobrażeniem, ile ten film powinien kosztować i co zawierać. Na spotkaniu w większości przypadków okazuje się, że trafiliśmy w potrzebę. Byłbym hipokrytą, gdybym napisał, że zawsze. Często między mailem a spotkaniem po stronie klienta zapadło wiele decyzji i to, co wysłaliśmy, jest już nieaktualne. Scenariusz napisany przed tym spotkaniem byłby scenariuszem do filmu, którego już nie ma. Scenę, kadry i wybór realizacji da się zrobić bez decyzji klienta. Scenariusza, storyboardu i rekonesansu nie. To jest granica, nie klauzula.
Dwa tygodnie pytań i inny wykonawca
Na początku września przegraliśmy ofertę po dwóch tygodniach rozmów. Pytania były o zespół, o to, kto pisał scenariusze do filmów z naszej strony, o make-up na planie. Odpowiadaliśmy na każde. Klientowi podobała się wizja i rozszerzona oferta, dopytywał o szczegóły, zwiększał zakres. Wybrał kogoś innego.
Zawsze pytamy, co przeważyło. Odpowiedzi przychodzą rzadko i po kawałku. Cena gra jakąś rolę, ale powody bywają na tyle trudne do nazwania, że klient woli się nimi nie dzielić. Moja diagnoza, bez potwierdzenia z tamtej strony: chęć zrobienia dużo ponad to, o co klient prosił na samym początku. Rozmowa urosła, zakres urósł, a na końcu chodziło o zrobienie tego, co klient chciał w pierwszym mailu. Z takiej rozmowy trudno się wycofać. Obu stronom.
Wersja, o którą klient poprosił, stoi więc w ofercie osobno, z własną ceną, zanim pojawi się cokolwiek większego. Opcje jadą obok. Nie zamiast. Osoba, która pisała zapytanie, ma zanieść wyżej to, o co ją poproszono, a nie moje wyobrażenie tego, co ta firma powinna nakręcić.
Cennik i link do portfolio nie odpowiadają na pytanie, czemu akurat ci.
Coraz częściej decyduje ktoś, kto siedzi na spotkaniu
Coraz częściej na spotkaniu jest osoba decyzyjna, CEO albo founder, i to jej głos ustawia cele filmu. Pytania i tak zadaję osobom z marketingu, bo to one dotykają tego produktu: obracają nim w social mediach długo po premierze. Pierwsza odpowiedź ma jedno zadanie: doprowadzić do tego spotkania tak, żeby osoba, która przesłała ją wyżej, nie musiała tłumaczyć niczego, czego nie ma w linku.
Jeśli piszesz zapytanie i nad Tobą jest ktoś, kto zdecyduje, napisz. W pierwszej odpowiedzi dostaniesz wycenę, propozycję pierwszej sceny i jedną podobną realizację.
