Historia mojej pracy jako fotografa na planie | Motion Pikczer

Historia mojej pracy jako fotografa na planie

Właściwie nie wiem od czego powinnam zacząć. Wydarzyło się wiele odkąd zrobiłam pierwsze zdjęcie making off dla Motion Pikczer. Mówią jednak, że zawsze trzeba zacząć od początku i tak też zrobię.

Praktyki w gazecie. Pierwsze zadanie: znaleźć ciekawy temat biznesowy związany z Łodzią. Nie wiem właściwie skąd wpadł mi pomysł na zrobienie wywiadu z Michałem, niemniej jednak – wpadł mi. Napisałam pięknego i kwiecistego maila z prośbą o spotkanie. Zgodził się. Byłam lekko poddenerwowana, bo nie wiedziałam czy uda nam się złapać nić porozumienia. Na szczęście udało się. Było to na tyle ciekawe spotkanie, że formalny wywiad w mgnieniu oka stał się rozmową ludzi o podobnych zainteresowaniach. Michał opowiadał o obecnych projektach, a ja o moim zainteresowaniu fotografią. Po skończonym wywiadzie obiecałam skontaktować się z Michałem w sprawie zdjęć do artykułu. Uścisnęliśmy sobie ręce i każdy poszedł w swoją stronę.

O ile się nie mylę to na drugi dzień zadzwonił telefon. Wyświetlił mi się numer Michała. Chodziło o wyjazd pod Berlin, gdzie Motion Pikczer kręciło spot reklamowy. Miałam jechać z nimi jako fotograf. Oczywiście prawie od razu się zgodziłam. Dopiero na drugi dzień naszły mnie wątpliwości. Robienie zdjęć „dla siebie” jest w zupełności czymś innym niż robienie zdjęć na zlecenie. Czy dam sobie radę? Musiałam, w końcu podobno kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. A ja bardzo mocno chciałam go skosztować.

Pojechaliśmy. Do ręki dostałam aparat, który był mi początkowo zupełnie obcy. To jak przesiąść się z własnego auta do cudzego. Niby wszytko takie same, a jednocześnie inne. Poznanie jego jednak zajęło mi niewiele czasu i nie czułam jakiegoś większego dyskomfortu podczas użytkowania. Zrobiłam wtedy chyba z 600 zdjęć! Chciałam zrobić tyle, ile się tylko da. Prawda jest jednak taka, że w tamtej chwili bardzo bałam się, że Michałowi i Kubie nie spodobają się zdjęcia i dlatego robiłam je bez opamiętania wychodząc z założenia, że z większej ilości „coś” w końcu wybiorą. Nie ukrywam, że i dziś zdarza mi się łapać na tym, że przełączam się na moment na program „zrób ile się da”, ale jest to chwilowe i szybko mija.

Tamten wyjazd traktuje jako mały sprawdzian i z perspektywy czasu myślę, że była to najlepsza lekcja jaką mogłam dostać. Nic nie uczy tak jak praktyka. Michał i Kuba wybrali około 30 zdjęć, a ja byłam zadowolona, że udało mi się wykonać powierzone zadanie.

W niedługim czasie po tym wyjeździe Michał zaproponował mi kolejne zlecenie. Jura Krakowsko-Częstochowska – kręcimy klip dla zespołu Poprzytula. Teraz nieco pewniejsza bez wahania zgodziłam się.

Jeśli myślicie, że „fucha” fotografa jest pracą przyjemną to odpowiem: trochę tak i trochę nie. Co jest największym plusem to możliwość robienia tego co się lubi i oddaniu się temu w 100%. Ponadto poznaje się nowych, ciekawych ludzi oraz bardzo dużo podróżuje. A te minusy? Są i będą jak w każdej pracy. U mnie związane są z małym stresem, który towarzyszy mi przy każdym zleceniu. Mianowicie: Czy spełnię oczekiwania? Czy zespół i ekipa będzie zadowolona ze zdjęć? Z drugiej strony zawsze przychodzi refleksja, że jeśli nie robiłabym tego wystarczająco dobrze, to  czy byłabym tu gdzie jestem? Wątpię. Co jednak jest najważniejsze to, żeby minusy nie przysłaniały plusów. W moim wypadku się to sprawdza.

Cieszy mnie również jedna rzecz, a mianowicie, że ze zlecenia na zlecenie rozwija się nie tylko mój warsztat, ale również osobowość. Stałam się po pierwsze trochę pewniejsza siebie. Kiedyś wszystkie żarty Michała na mój temat brałam bardzo do siebie. Teraz potrafię się z nich śmiać, ba nawet trochę czekam na te małe uszczypliwości z jego strony. Po drugie stałam się również nieco śmielsza. Kiedyś rozmowa z obcym człowiekiem spędzała mi sen z powiek, teraz nie stanowi to dla mnie większego problemu.

Każda bajka kończy się piękną puentą – ta też: Od Poprzytuli miałam okazję pracować z Motion Pikczer nad jeszcze jednym projektem jako freelancer. Od listopada 2016 roku dołączyłam jako pełnoprawny członek do ekipy. I powiem Wam, że już nie mogę się doczekać na nachodzące nagrania, a co za tym idzie kolejne wyzwania!

Jeśli dotarłeś do końca tego wywodu to całe Motion Pikczer jest z Ciebie dumne!

Reżyser, operator i kolorysta, założyciel Motion Pikczer. Od 2011 roku osobiście prowadzi produkcje reklamowe, korporacyjne i wizerunkowe, od briefu po finalny kolor. Ponad 640 zrealizowanych projektów dla marek i instytucji.

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Pytania
Oferta
Film, który zamienia uwagę w decyzję zakupową.
Od spotu performance po kampanię e-commerce.
Krótszy cykl sprzedaży B2B27%
Wyższa konwersja landingu+86%
Przekonani filmem do zakupu84%
Zobacz realizacje (14)
Film wizerunkowy, który buduje obecność.
Pokazuje, kim naprawdę jest Twoja firma.
Wpływ wideo na zaufanie do marki89%
Zapamiętany przekaz z wideo95%
Ufa autentycznie obecnemu liderowi79%
Zobacz realizacje (12)
Narracja, która naprawdę porusza.
Dla marek, instytucji oraz kampanii społecznych i fundraisingowych.
Lepiej zapamiętane niż suche dane22×
Z wideo zostaje w pamięci widza95%
Cenniejszy klient zaangażowany emocjonalnie+52%
Zobacz realizacje (7)
Jak pracujemy Blog
Bezpłatna wycena +48 533 438 894
Oferta
01 Zwiększamy sprzedaż 14
02 Pokazujemy firmę 12
03 Opowiadamy historię 7
04 Tworzymy content 6
Więcej
Pytania Jak pracujemy Blog Bezpłatna wycena